Cześć, tu Zala!


Na początku była maszyna do szycia mojej mamy.

Podglądałam sobie to i tamto, a jak trochę podrosłam, sama spróbowałam swoich sił.
Nigdy nie zapomnę tej dziury, w kształcie mojego ok 12 letniego ciałka, wyciętej na środku materiału, wyszperanego w tajnej szafie.

Pierwsza, spontaniczna, nieprzemyślana, krawiecka porażka;)

Na szczęście ani mnie, ani rodzicielki to nie zraziło!
Z dziurawego materiału wyczarowała sukienkę cud-miód, a mi, podczas mych żmudnych prac, zaczęła udzielać fachowych porad. 
Tak szyłam sobie, tak szyłam koleżankom, mamom koleżanek...i tak nastał czas studiów i klejenia makiet na architekturze;)

Postudiowałam, parę lat popracowałam w zawodzie, pomogłam trochę znajomym w urządzeniu najlepszej kawiarni w Gliwicach (kafo!),
a potem nawet zostałam w niej baristką.

Od baristki do zostania mamą – wiadomo, niewiele;)

Od zostania mamą do reaktywacji maszyny, jeszcze bliżej.
Dzieci są genialną inspiracją. Testerami pomysłów, a niedługo pewnie i pomysłodawcami.

Ale to jeszcze chwila, teraz ja!

Zala